Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pictures. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pictures. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Kraina Papieru - podsumowanie / The Paperland - summary

English translation - below.

Za nami dwa tygodnie działań warsztatowych: wymyślania, wycinania, klejenia, budowania... wspólnego tworzenia i poznawania Krainy Papieru. Przez większość czasu pogoda dopisywała, toteż część zajęć odbywała się w sali, część - w plenerze. Powstawały małe papierowe twory i duże kartonowe konstrukcje, a po zajęciach część śmiałków zabierała do domu nawet te drugie (widok małych uczestników drepczących z determinacją przez deptak z wielkimi kartonowymi domami i wagonami w rękach - bezcenne). 

Mniejsze rzeczy dzieci tworzyły indywidualnie (pudełka, papierocudaki, papierowe posiłki), a większe - w grupach (kartonowy pociąg, teatr - z improwizowanym spektaklem na końcu). Całość uzupełniało wspólne oglądanie zdjęć i animacji i podglądanie "od kuchni" procesu powstawania prac z różnych zakątków świata. Oczywiście, wszystko związane z wszelkiego rodzaju papierem.  

Na każdy tydzień warsztatów przypadała jedna grupa; obie kreatywne i chętnie poznające nowe rzeczy, a przy tym - każda z nich pracująca w innym tempie i skupiająca się na innych rzeczach, co było ciekawym doświadczeniem, również dla nas, prowadzących. Każdego dnia podejmowaliśmy dwa tematy (jeden proponowany przez Olę Kwiatkowską, drugi przeze mnie), choć niektórzy woleli nieco więcej czasu poświęcić na ten wybrany, doszlifowując dzieło do końca. 

Poniżej mała część dokumentacji fotograficznej (fot. G. Dobrucka i ja). Więcej można zobaczyć w zakładce "Warsztaty", w górnej części bloga (lub po prostu klikając tutaj) - zbiory uzupełniłam też o fotorelację z warsztatów w Jeleniej Górze. 












Dostałyśmy maskę od jednej z uczestniczek. Nie wiedziałyśmy, jak podzielić się między sobą, ale autorka maski doradziła: "mogą się panie wymieniać". Tak też zrobiłyśmy. 


W tym miejscu podziękowania także dla Gosi (trzecia muszkieterka skryta za maską) za codzienne wsparcie, pomoc i za zdjęcia. 

EN

Behind us - two weeks of workshop activities: inventing, cutting, gluing, building... creating and exploring the Paperland. Most of the time the weather was nice, so part of activities was organized inside the gallery and part - in the open air. Kids made small paper creations and a large cardboard constructions, and after workshops some of brave little creators took home even those bigger things (view of small participants walking with determination through the city centre with large cardboard houses and carriages in their hands - priceless).

Smaller things children created individually (boxes, paper creatures, paper food), and larger - in groups (cardboard train, theater - with improvised performance at the end). Between our paper actions we also watched images and animations and peeping  the"backstage" process of creating various projects from around the world. Of course, everything associated with any kind of paper.

For each week of workshops There was one group; both creative and eager to learning new things, and at the same time - each working at a different pace and focusing on other things, which was an interesting experience also for us. Every day we made two subjects (one proposed by Ola Kwiatkowska, the other by me), although some prefer to work a bit longer on the selected one and to "polish up" whole piece.

Above - a small portion of the photo documentation (photo: G. Dobrucka and I). More can be seen in the "Workshops" bookmark at the top of the blog (or simply - by clicking here) - I also completed this set with the photo series from workshop in Jelenia Gora.

We also got the mask from one of the participants. We didn't know how to share it with each other, but the author of the mask advised "may ladies exchange and share with each other". And so we did.

Here - also big thanks for Gosia (the third Femme Musketeer hidden behind the mask) for daily help, support and for all photos. 



środa, 11 marca 2015

Lazenne - grafika na opakowanie / Lazenne - graphics on packages

English translation - below.

Jakiś czas temu pokazałam na blogu dokumentację zestawu zaprojektowanego dla marki Lazenne: logotypu i wizytówek, grafik, ilustracji, słowem - elementów identyfikacji wizualnej. Czas na uzupełnienie tego zbioru - oto opakowania, na które przygotowałam grafikę. Deseń występuje w różnych wariantach kolorystycznych, w zależności od typu (wielkości) opakowania. Pudła służą do bezpiecznego transportowania trunków, oliwy i innych butelkowanych specjałów. Każde opakowanie zawiera informację o ilości butelek, które można zmieścić w środku oraz o ich dopuszczalnej średnicy.

W środku pudła znajduje się styropianowy wkład, chroniący butelkę przed różnymi czynnikami zewnętrznymi i ułatwiający jej bezpieczne przewożenie w czasie podróży. Dla zainteresowanych tematem - więcej tutaj, a poniżej - gotowe produkty z moją grafiką, na zdjęciach autorstwa Feliksa Marciniaka:









EN

Some time ago I showed here documentation of set designed by me for the brand Lazenne: logotype and business cards, graphics, illustrations, in short - elements of visual identification. Now it's time to complete this set - this is a package that I prepared graphics. Pattern was printed in various color modes, depending on the type (size) of the package. Boxes are used for the safe transport of alcoholic beverages, olive oil and other bottled specialties. Each pack contains information about the number of bottles that can fit in the middle and their permissible diameter.

Inside the box is a Styrofoam contribution to protect the bottle from a variety of external factors and facilitate the safe transport when traveling. For those who are interested in the subject - more here, and above - the set of finished products with my pattern, on photos taken by Felix Marciniak.

poniedziałek, 13 października 2014

Neonowe wrażenia / Neon impressions

English translation - below.

Uwielbiam dokonywać małych i większych typograficznych odkryć w przestrzeni miasta. Literkowe niuanse, typograficzne detale, murale, szyldy, mozaiki... i neony. Szczególnie ostatnio. Powracające, przypominające o sobie. Odkryte na nowo w stołecznym neonowym muzeum i odgrzebywane raz po raz  w sieci, w pamięci, w otoczeniu.

Tak często mówi się o antyprzykładach obecnych w przestrzeni miejskiej - szpetnych billboardach, plakatowych ohydkach - potworkach, których bez wątpienia nie brakuje. Między nimi jednak wciąż kryją się małe skarby. Część z nich utraciła dawny blask i zgasła w cieniu wyżej wspomnianych "szpetotek", czekając na odkrycie i uchronienie od zapomnienia. Część - na szczęście - nadal świeci w najlepsze, trzymając się dobrze lub trafiając na tych, którzy dbają o przywrócenie dawnego blasku.

Kilka neonowych zjawisk które ujęły i ucieszyły mnie w ostatnim czasie:


Akcja: reanimacja wrocławskich neonów w podwórku na Ruskiej. "Odpalone" niedawno, póki co miałam okazję zobaczyć przede wszystkim na zdjęciach, przy najbliższej wizycie we Wrocławiu z pewnością obejrzę je na żywo. Do miasta (które ongiś było moim miejscem zamieszkania) jak i do podwórka mam niemały sentyment - to tam wymalowałam swoją pink piknikową filiżankę i tam właśnie zmieniałam wnętrze Niskich Łąk. Tym bardziej cieszy mnie, że właśnie tam rozbłysła taka zacna kolekcja.

Blog nr 1: Type novel - zachwyt absolutny i od pewnego czasu - jeden z moich ulubionych linków. Piękna baza typograficznych perełek zdobiących przestrzeń miejską. Są tu głównie neony, szyldy, ale znajdą się też murale. Ponieważ bloga prowadzi warszawianka, przewija się tu najwięcej polskich przykładów.

Blog nr 2: Moje Neony - inny blog, na którym zasiedziałam się w zeszłym tygodniu, zagłębiając się w neonowe historie. Tu - głównie o neonach poznańskich, ale nie brakuje też wzmianek m.in. o stołecznych. Oprócz zdjęć - historia neonizacji miasta i opis losów poszczególnych neonów. Jeden z moich faworytów to Bar Tempo - piękna sprawa.

Miejsce: Warszawskie Muzeum Neonów. Poniżej - kilka zdjęć, które w nim zrobiłam - muszę przyznać, że to eksponaty nie tylko wdzięczne do oglądania na żywo, ale i bardzo fotogeniczne. :)







Książka: Ilona Karwińska, Polski neon. Warszawa. Po linkach do kłębka - mój ostatni, jeszcze ciepły zakup już grzeje książkową półkę -  W niej - m.in. Społem ze zdjęcia powyżej w pełnej krasie, a w dodatku - w dwóch wydaniach:







Film: 10 seconds - krótkometrażowa realizacja, która pokazuje tworzenie neonu "od kuchni" - pracochłonna sprawa. Twórca sam przyznaje, że często wielogodzinny efekt swojej pracy ma okazję oglądać zaledwie przez chwilę (nim trafi w kolejne ręce lub, na przykład, już na jakąś ścianę):




Skoro już o neonach mowa, to jeszcze jedna akcja - rewitalizacja neonu w Zakopanem.
Zbiórka na przywrócenie mu dawnego blasku trwa właśnie na polakpotrafi.pl czyli tutaj. Do zakończenia akcji pozostały trzy tygodnie - mam nadzieję, że się uda i że neon rozbłyśnie na nowo.

EN

I love to make small and large typographic discoveries in the city. Letter nuances, typographical details, murals, signs, mosaics ... and neons. Returning, reminding about themselves. Rediscovered in the neon museum and discovered again and again, in space, in memory, on the Web.

So often we hear and talk about bad examples existing in our urban space - ugly billboards, "scary" posters - and there's a lot of them, no doubts. However, between them, still hide small treasures. Some of them lost its former glory and exist  in the shade of the above-mentioned "graphic monsters". Part - fortunately - still shines, holding up well or has an opportunity to shine again thanks to those who care about the restoration of the former splendor. 

Several neon phenomena that captivated and was delighted me recently: 

Action: reactivation of Wroclaw neon signs in the yard on Ruska, lighten up recently. I had the opportunity to see them only on the pictures so far, anyway, at the next visit in Wroclaw I'll check them live for sure. I have sentiment to Wroclaw (which - not so long time ago - was my place of residence) as well as to the yard on Ruska - there, during Pink Picnic, I painted my hot chocolate cup with balloons on the wall, and there I also changed the interior of the Low Meadows Club. The more I am pleased because of such an impressive collection in this place.

Blog # 1: Type novel - an absolute delight and for some time - one of my favorite links. Collection of beautiful treasures of typography in urban space. There are mainly neons and signs, but there are also murals. The admin of this blog is from Warsaw so you can find there a lot of nice Polish examples. 

Blog # 2: My Neons - another blog which I explored last week. Here - mostly about neons from Poznan, but there are also examples from other places, among them - also from Warsaw. In addition to photos - we have descriptions of various neon signs and a solid piece of Polish history of neons. One of my favorites is Bar Tempo - a beautiful thing. 

Place: Warsaw Museum of Neon. Below - a few pictures that I've made there - I have to admit that this exhibition is not only charming and worthy to watch live, but also very photogenic. :)

Book: Ilona Karwińska, Polish neon. Warsaw. My last purchase, still warm on the book shelf -  in this book i.a. Społem (from the photo above) in full glory and in two editions.

Movie: 10 seconds (above) - movie short, which shows creating of neon in progress - it's a really laborious thing. Creator says that often, he can see an effect of his work (which tooks many hours) only for a moment (till client will take it or before it will hang on the wall).

If I talk about neons, I would like to mention about one more action - restoration of neon in Zakopane. Fundraising of money needed to make it shine again runs on Polish crowdfunding website, polakpotrafi.pl. There are still three weeks to collect the full amount - I hope that they will reach their goal.



środa, 18 czerwca 2014

Pocztówki z Hiszpanii - z wystawowej sali / Postcards from Spain - from the exhibition hall

English translation - below.

Wystawa Pocztówki z Hiszpanii  trwa. Poniżej - mały podgląd w postaci kilku zdjęć z przygotowań oraz z samej wystawy - ten, komu nie po drodze do Fundacji Salony, a chciałby "zajrzeć" choć na chwilkę, więcej zdjęć znajdzie tutaj.

Choć ze względu na wykorzystanie różnych mediów (ilustracje - akwarela, mural - akryl, grafika wektorowa, fotografia, ruchome obrazy, etc.) wystawa ma dość interdyscyplinarny charakter, przyznam, że traktuję ją głównie jako wystawę szeroko pojętej ilustracji. Nawet fotografie stanowią tutaj bardziej ilustrację rzeczywistości niż formę reportażu, skupiając się na jej skrawkach, malowanych, barwnych obrazach, subiektywnych odczuciach. Zdradzają, co przykuwało mój wzrok: ręcznie malowane liternictwo, bogactwo deseni, dekoracyjność - to, co staje się inspiracją i punktem wyjścia dla tworzenia kolejnych obrazów, jednym z "motorów napędowych" prowokujących do powstania pozostałych prac widocznych na wystawie.

Cykl "pocztówkowy" z pewnością będę kontynuować, ilustrując inne odwiedzane miejsca. Kontynuacja - zapewne już niebawem. ;) A tych, którym jednak po drodze będzie, zapraszam raz jeszcze do obejrzenia wystawy na żywo, w Fundacji Salony - do 30. lipca.










English translation - below.

Exhibition Postcards from Spain is currently opened. Above - a small preview in the form of a few photos - those who are not on the way to the Salony Foundation (in Poland), and would like to have a look, more photos will find here. 

Although due to the use of various media (watercolor illos, mural - acrylic, vector graphics, photography, motion pictures, etc.) exhibition is quite interdisciplinary, I treat it primarily as an exhibition of illustration. Even the photographs here are actually more illustrative series than a form of reportage, they're focused on the painted, colorful fragments, subjective feelings. They tell what catched my eyes: hand-painted lettering, richness of patterns, decorative impressions - all what is an inspiration and starting point for making the new images, creating the rest of works shown on the exhibition. 

I will continue the postcard cycle for sure, illustrating other places which I visited. And I think that continuation will took place soon. ;) And those who can appear in Salony - I invite you once again to see the exhibition live - it's available till July 30.

czwartek, 30 stycznia 2014

Hiszpania, ciąg dalszy: w cieniu Gibraltaru / Spain, continuation: in the shadow of Gibraltar

English translation - below.

Po przybyciu do Algeciras i nacieszeniu się smakami, barwami i grudniowymi słonecznymi promieniami szybko przekonaliśmy się, że na peryferiach południowych miasteczek są hermetyczne osiedla, na których przybysze tacy jak my to guiris. A ciekawość wobec guiris często przekracza „zdrowe” granice, czego również doświadczyliśmy na własnej skórze. Przy okazji tak sobie pomyślałam, że tym, którzy budują ścianę uprzedzeń wobec ludzkiej odmienności niejednokrotnie przydałaby się taka wycieczka do miejsc, w których to oni okażą się „odmieńcami”- oto inność wszędzie znaczy… trochę co innego. ;) Nie twierdzę, że jadąc tu trzeba drżeć z obawy o swój los - ot, po prostu przed wyprawą lepiej sprawdzić, gdzie najlepiej się zatrzymać (i czy trafiająca się akurat okazja mieszkaniowa jest tą, z której faktycznie warto skorzystać). Nam to doświadczenie wystarczyło - pożegnaliśmy więc ulubionego, sympatycznego sprzedawcę - Palestyńczyka z okolicznego sklepiku, którego uśmiech, powitanie hello my friends! i czekoladowe rogaliki dodawały mocy - i ruszyliśmy do  La Linea, miejsca położonego nieopodal.


To niewielkie i trochę zapomniane przez los miasteczko graniczące z Gibraltarem jest kolejnym (i z pewnością nie ostatnim) przystankiem na naszej „przeprowadzkowej” mapie. Za nadmorską promenadą, w cieniu palm daktylowych, kryją się wąskie chodniki, odrapane mury i na wpół wybudowane domy, porzucone plany i oznaki cichej rezygnacji... a może "odpuszczenia sobie"? Pełno tu ulicznych okrzyków, dzieciaków klaszczących na chodnikach w rytm muzyki w swojej głowie; barwnych domków, wszechobecnych świńskich nóg (jamón) wiszących na marketowych hakach. Trudno znaleźć osobę mówiącą po angielsku choćby w stopniu komunikatywnym. Ciężko się tu zgubić, nie tylko za sprawą kierunkowskazu - gibraltarskiej skały, widocznej niemal z każdego miejsca. Miasteczko szybko można obejść i po krótkim czasie - w którąkolwiek stronę się wyruszy, przeważnie trafia się do miejsca już poznanego. Co nie znaczy, że nie doświadczamy tu swoich małych i większych zaskoczeń (część z nich - tuż tuż, poniżej). ;) 

A tuż obok - słynny Gibraltar, kandyzowana i wypucowana na wysoki połysk, dość słodka choć miejscami przereklamowana wisienka na hiszpańsko-brytyjskim torcie. Pyszniący się wspaniałością hotelowych wieżowców, wznoszącym się ku górze rezerwatem przyrody Upper Rock (tak, to tam gdzie mieszkają małpy; tak, są piękne i niezwykłe, ale lubią torebki, zwłaszcza turystów z przekąskami i samotnych turystek śmigających na piechotę; tak, reprezentowałam grupę numer dwa - mam urwany pasek przy torbie na pamiątkę szarpaniny z dwiema małymi "gansterkami"). Zewsząd pobrzmiewa miły dla mego ucha brytyjski akcent, a przy Main Street przed oczami wyrastają słynne czerwone budki telefoniczne. Jachty zacumowane przy blokach, po sąsiedzku, a ruch uliczny raz po raz zatrzymuje się, by umożliwić samolotom bezpieczne lądowanie. Mili państwo, byliśmy w Hiszpanii, jesteśmy w Anglii. Poniższe zdjęcia nie opowiedzą jednak o tym - migawek z Gibraltaru pełno w sieci. Oto moja wersja wydarzeń - La Linea i na deser Algeciras, raz jeszcze - odkryte na nowo:


Powyżej - La Linea, fragment promenady obok Gibraltaru





Każdy dom kryje swoją historie, tu - kryje ją również każdy... kawałek talerza. Ciekawa jestem, w jakich okolicznościach były tłuczone: 



Cmentarz w La Linea mnie oczarował. Piętrowe "półki" (na których można znaleźć nie tylko sztuczne kwiaty) i kolory, oddające ducha hiszpańskiej religii i tradycji:




Pamięć o zmarłych, a obok - miejsca zapomniane dla żywych. W La Linea nie brakuje takich obrazków:


Park u stóp Gibraltaru. Rzadko kiedy ktoś się tędy przechadza, a jeśli już - to zapewne po to by przejść na przełaj z punktu A do punktu B. Choć fotogeniczny, na żywo zaskakuje ilością połamanych drzew, zerwanych kabli i pozostałości po tym, co zapewne kiedyś służyło mieszkańcom:


Wyjeżdżając z La Linea można natknąć się na domy przy plaży, tuż przy uprzemysłowionej części morza. Nieopodal portu unosi się niekiedy charakterystyczny, "przemysłowy" zapach.


Weekendowe odwiedziny w Algeciras i odkrywanie miejsc, których wcześniej zwiedzić nie zdążyliśmy. Tu, na plaży można sobie uświadomić, że właśnie stoi się na zetknięciu trzech światów: północnoafrykańskiego Maroko, hiszpańskiej ziemi i skrawka terenów brytyjskich. Wszystkie lądy widać z tego miejsca. Na końcu plaży woda zagarnęła część lądu tworząc cypel, wchodzący wgłąb morza. Dzięki temu można było wkroczyć niemal do oceanu:




Przebywając w Algeciras po raz wtóry, uświadomiliśmy sobie jak mocno czuć tam wpływ Maroka. Uliczki z arabskimi szyldami, marokańskie knajpki. Kąty, gdzie przewaga mężczyzn na ulicach jest widoczna. Tu Hiszpania miesza się już z Afryką, tworząc melanż barwny i zarazem nieco niebezpieczny. Znaleźliśmy się w miejscach, których nie przemierzyliśmy będąc na miejscu. I wreszcie - przekonaliśmy się, że w niepozornej lokalnej restauracji Marrakech można zjeść ogromne porcje pysznych, warzywnych przysmaków. :)

Na krańcach Andaluzji nie brak kontrastów - szarość murów i barwne kafelki, kobiety w hidżabach obok mocno wystylizowanych Hiszpanek, które widać i słychać z daleka. A nieopodal - brytyjskość, przefiltrowana przez hiszpańskie tradycje i turystyczne wpływy. Rotacja mieszkańców, mieszanka towarów i kultur, wylewająca się do Cieśniny Gibraltarskiej przez przesmyki lokalnych portów. Słodko-gorzka mieszanka doprawiona szczyptą południowego słońca. I my, smakujący jej po trochu - czasem przegryzając z trudem,  a czasem - pochłaniając z apetytem i  ciekawością.


EN

After coming to Algeciras and enjoying the flavors, colors and the December sun we quickly learned that on the outskirts of the southern towns are hermetic settlements, where newcomers like us are guiris. A curiosity to guiris often exceeds "healthy" limits, which we also experienced. By the way, I thought that those who build a wall of prejudice against human differences often could take some trip to the places where they will perceived as aliens - the difference everywhere can mean... something different. ;) I'm not saying that you have to fear for your fate if you want to arrive here - just before trip better check out the best places to stay (and check whether the housing occasion which you have is really worthwhile). We were experienced enough - so we said goodbye to our lovable reseller - a Palestinian from the surrounding shop, whose smile, greeting hello my friends and chocolate croissants gave us power – and we moved to La Linea, the place which is nearby.


This small (and a bit forgotten by the fate) town bordering Gibraltar is another (and certainly not the last) stop on our "map of moves”. Behind the seafront promenade, in the shade of dactyl palms, are hidden the narrow sidewalks, shabby walls and half-built houses, abandoned plans and signs of quiet resignation ... or maybe just of "letting go"? Here’s a lot of street shouts, kids clapping on the sidewalks to the music in their heads, colorful houses, the ubiquitous pig leg (jamón) hanging on market hooks. It's hard to find a person speaking in English even on basic, communicative level. It's hard to get lost here, not only because of the indicator - the Gibraltar rock, visible from almost anywhere. After a short time you can get around the town and - in either direction you’ll go, you  will usually arrive to the place already known. But it doesn’t mean that we don’t experience here our small and large surprises (some of them – here, below). ;)


And the famous neighbor - Gibraltar, candied and glossy, sweet but a little overrated icing on the Spanish-British cake. The splendor of high rise hotels, the Upper Rock nature reserve (yes, that’s the place where the monkeys live; yes, they are beautiful and amazing, but they also like handbags, especially tourists with snacks and tourists who walk alone; yes, I represented a group number two - I have a broken bag belt after struggle with two little monkey gangsters). Everywhere resounds British accent (which is pleasant to my ears), and on Main Street in front of the eyes appear famous red telephone boxes. Yachts moored in the neighborhood, and time after time traffic stops so the aircrafts can land safely on the landing strip. Ladies and gentelmen, we were in Spain, we are in England. Anyway, my photos will not talk about it here, you can find a lot of snapshots of Gibraltar on the web. Here’s my version - La Linea and Algeciras for dessert, discovered once again.

[first photo - the part of promenade in La Linea, close to Gibraltar]

Every house hides their story, here - the story is hidden also in every... piece of plate. I was wondering in what circumstances there were broken:

[photos above]

Cemetery in La Linea charmed me. Storied "shelves" (where you can find something more than only artificial flowers) and colors, reflecting the spirit of the Spanish religion and traditions:

[photos above]

The memory of the dead, and the next - forgotten places to live. La Linea is no shortage of such images:

[photo above - shabby street walls]

Park at the foot of Gibraltar. Rarely someone walks here and if so - probably he just goes across, from point A to point B. While photogenic, in "live" version it surprises with amount of broken trees, broken cables and the remains of what probably used to serve the residents:

[photo above - palm trees]

Leaving the town you come across the houses on the beach, right on the industrialized parts of the sea. Sometimes near the port rises characteristic, "industrial" smell.

[photo above]

Last weekend in Algeciras and discovering places that previously we didn't visit. Here on the beach you can realize that you just stand on the contact of the three worlds: the North African Morocco, the Spanish piece of land and areas of UK. All lands can be seen from this place. At the end of the beach water had seized part of the land and formed the headland which seems to enter into the depths of the sea. As a result, we could almost step into the ocean:

[photo above - the beach]

During our last visit in Algeciras we realized once again how strongly we can feel there influence of Morocco. Streets with arabian signboards, Moroccan cafes. Angles, where the dominance of men on the streets is visible. Here Spain is mixed with Southern Africa, creating a colorful and also a bit dangerous blend. We found ourselves in places where we wasn't before, when we were on the spot. And finally - we have found that in the humble local restaurant Marrakech we can eat huge portions of tasty vegetable delicacies. :)

The Southern End of the Andalusia is full of contrasts - gray walls and colorful tiles, ladies in hijabs next to Spanish women, which can be seen and heard from afar. A close - Britishness, filtered by the Spanish traditions and tourist receipts. Rotation of the residents, a mix of goods and cultures, that come to the Straits of Gibraltar by the local ports. A bitter sweet blend flavored with a hint of southern sound. And we slowly tasting it - sometimes biting with difficulty, and sometimes - imbibing with gusto and curiosity.






sobota, 21 grudnia 2013

Dwa koła i kilka dzwonków czyli moje prace w książce / Two wheels and a few bells - my works in the book

English translation - below.


Wczoraj dotarło do mnie cieplutkie i pachnące (tak, jak pachną tylko książki) wydanie Two wheels - publikacja wydawnictwa Index Book (Barcelona). Książka podzielona jest na trzy działy: Products, Graphics oraz Hotspots (z "gorącymi" punktami na mapie rowerowej - sklepami, kawiarniami, etc.) - oczywiście, wszystko o tematyce rowerowej, wokół roweru i z rowerem w tle. Bardzo się cieszę, że wśród wielu pięknych, znanych i lubianych przeze mnie już wcześniej prac znalazły się i moje wyroby - dzwonki i nakrętki na wentyle:





A poniżej - kilka przykładów innych projektów, które można znaleźć w środku. Więcej - również na stronie wydawnictwa.


Tour, Rui Alves, 2011



Write a bike, Juri Zaech, 2010



Csepel lookbook, Daniel Blik, 2011



Rapha Performance skincare, Irving & co, 2010



Standert (Berlin), 2012


EN

Yesterday it finally arrived to me - nice, fresh and still warm publication Two Wheels - the book from the publisher Index Book (Barcelona). The book is divided into three sections: Products, Graphics and Hotspots (with the "hot" points on the cycling map - shops, cafes, etc.) - Of course, all is about bicycle, cycling and around cycles. I am very pleased that among the many beautiful and famous projects (a lot of them I loved eariler) I can see also my products - bells and valve caps:

[first photos]

And above - also couple of other interesting projects, which can be found in this book. More you can find also on publisher's website.